Jesteś tu: Strona główna » Artykuły » Udowodnij, że jesteś podsłuchiwany
„Nie poparte żadnymi dowodami oskarżenia rzucane pod adresem administracji rządowej nie mogą pozostać bez wyjaśnienia, w szczególności gdy na tego rodzaju oskarżenia zdobywają się osoby pełniące do niedawna najwyższe funkcje w państwie”.
Z listem tym jednak prezydent Kwaśniewski zapoznał się nie w swoim biurze, lecz w trakcie nadawanego na żywo programu TVN „Teraz My”. Redaktorzy Morozowski i Sekielski list do prezydenta Kwaśniewskiego prezydentowi Kwaśniewskiemu przeczytali na antenie sprawiając nieodparte wrażenie, iż próbowali w ten sposób wprawić go w konfuzję. Czy to był ich autorski pomysł? Na pytanie: skąd mają prywatny list Kaczyńskiego do byłego prezydenta, nie odpowiedzieli, kryjąc dostawcę.
Wczoraj w radiu Zet, Kwaśniewski zapowiedział, że pójdzie do premiera, choć jest zaskoczony trybem zaproszenia. List od szefa rządu dość nagle przekazano jego asystentce, już po zakończeniu przez nią pracy, w trakcie lekcji angielskiego. – Jeżeli pan premier Kaczyński prosi o wyjaśnienie dlaczego ja mam poczucie, że jestem podsłuchiwany czy inwigilowany, no to ma odpowiedź. Czy to jest przypadek, że w takim nagłym trybie, kiedy ja mówiłem o tych sprawach co najmniej dwa tygodnie temu, ten list jest przekazywany na dwie godziny przed programem? – dziwił się b. prezydent. – Zastanawia mnie też dlaczego dziennikarze starają się, może odkupywać swoje grzechy, będąc listonoszami pana premiera. Dobry listonosz nie czyta korespondencji. Ja jestem tą sytuacją wzburzony, uważam za przekroczenie wszelkich norm – podkreślił.
Kwaśniewski przypomniał, że w jakich okolicznościach ukazał się jego wywiad w „Gazecie Wyborczej”, w którym zapowiedział powrót do aktywnej polityki. Wywiad był przeprowadzany we wtorek, w czwartek w prorządowym „Dzienniku” ukazały się nagrane pół roku wcześniej nagrania rozmów Oleksego i Gudzowatego, publikacja wywiadu, jakiego prezydent udzielił „Gazecie Wyborczej” nastąpiła w sobotę. – Jak ja mam wierzyć w sumę tych przypadków, no że co, że to się dzieje tak, bo tak akurat wyszło? – mówił Kwaśniewski w radiowym programie Moniki Olejnik.
Zwrócił też uwagę na clou listu premiera. – Jak może podsłuchiwany informować o tym, jak jest podsłuchiwany. Jak prosty obywatel, który nie ma żadnych instrumentów, ma być zderzany z całym aparatem państwa. (...) Uważam, że państwo, które żąda, żeby podsłuchiwany udowadniał, że jest podsłuchiwany, niewinny udowadniał, że jest niewinny, jest po prostu państwem niedemokratycznym – podkreślał Kwaśniewski.
List z zaproszeniem na spotkanie otrzymał także były premier Leszek Miller, który komentował wypowiedzi Kwaśniewskiego w sprawie podsłuchów. Także on – jak zapowiedział – pójdzie na spotkanie do Kaczyńskiego.
Dla byłego ministra spraw wewnętrznych Marka Biernackiego (PO) cała sytuacja to medialny show. Zaznaczył, że w państwie prawa są inne procedury na wyjaśnienie podejrzeń o podsłuchy niż przedstawianie dowodów przez samych podsłuchiwanych. – Jest Ministerstwo Sprawiedliwości, MSWiA, sam premier, który nadzoruje służby specjalne – wyjaśnił. Dodał, że sposobem na prawne uregulowanie możliwości stosowania podsłuchów i kontroli nad nimi jest przygotowana przez PO ustawa, której projekt leży już w Sejmie. – Po jej uchwaleniu nie będzie powodów do takich spotkań – oświadczył Biernacki.
Tymczasem na wczorajszej konferencji prasowej premier ostatecznie wyjaśnił sprawę: – Sprawdziłem, czy jest jakiś podsłuch założony zgodnie z odpowiednimi procedurami. Oczywiście gdyby był, to nie mógłbym na ten temat powiedzieć; no ale mogę powiedzieć, że nie ma niczego takiego. No, jasne?
***
W oparach absurdu
Józef K. główny bohater „Procesu” Kafki postawiony w absurdalnej sytuacji miał udowodnić przed aparatem państwa, że jest niewinny. Podobnie musi się czuć obecnie Aleksander Kwaśniewski, którego w opary absurdu próbuje zapędzić IV RP. Bo w jaki sposób obywatel Kwaśniewski ma znaleźć dowody na swoje podejrzenia?
Zamiast więc udawać pierwszą naiwną, Kaczyński powinien spowodować by podległy mu minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro poinformował opinię publiczną, ile podsłuchów jest obecnie zakładanych i czy jest ich więcej czy mniej niż w ubiegłych latach. A także ile informacji podsłuchanych przekłada się na sprawy sądowe, bo dopiero wtedy widać, czy te „pluskwy” są rzeczywiście niezbędne, czy władza zakłada je tylko po to, żeby sobie posłuchać.
My w „TRYBUNIE” już kilka razy zwracaliśmy się oficjalnie do odpowiednich organów państwa o informacje w tej sprawie. Pytaliśmy w policji, pytaliśmy także w Ministerstwie Sprawiedliwości – już 23 lutego, przy okazji afery z inwigilowaniem ekologów broniących Doliny Rospudy. Odpowiadają nam, że to tajemnica, albo nie odpowiadają w ogóle, za nic mając Prawo Prasowe. Nawet członkowie sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych twierdzą, że nie mają wiedzy, ile stosuje się podsłuchów w Polsce.
Nie wierzymy, że takich statystyk nie ma. Nieoficjalnie wiadomo, że z roku na rok coraz więcej ludzi w Polsce jest podsłuchiwanych. Służb mających uprawnienia, by występować do sądu o zakładanie podsłuchów przybywa w postępie geometrycznym: policja, straż graniczna, policja skarbowa, CBŚ itd. W Sejmie na rozstrzygnięcie czeka pomysł, aby z dwóch do pięciu lat przedłużyć okres, w jakim operatorzy telefonii komórkowych mają przetrzymywać billingi z naszych rozmów.
Unikanie informacji o liczbie podsłuchów kładzie się cieniem na wiarygodności zapewnień premiera, że „jest dobrze”.
Jarosław Karpiński